O autorze
Zbigniew Grycan- o sobie. Jestem cukiernikiem, a właściwie lodziarzem, pochodzę z rodziny o długich tradycjach. Lody robił mój dziadek, ojciec, teraz od 50 już lat, robię to ja. Wspólnie z żoną Elżbietą przez 21 lat rozwijałem Zieloną Budkę a od 7 lat wspólnie prowadzimy firmę „Grycan lody od pokoleń”. Cenię rzetelność, uczciwe kupiectwo i pasję tworzenia. Elżbieta Grycan – o sobie. Pochodzę z rodziny cukierników. Od 32 lat razem z Mężem prowadzę naszą rodzinną firmę. Zachęcona przez córki - bliźniaczki, postanowiłam pisać o tym, co jest dla nas ważne i jak - z większym lub mniejszym powodzeniem - udaje nam się to godzić z prowadzeniem rodzinnej firmy. Czyli o kobiecej i męskiej stronie naszego rodzinnego biznesu. Będzie więc o lodach i innych słodkościach, ale nie tylko

Raz górka, raz dołek...

Pierwsze dni nowego roku to, tradycyjnie już okres, w którym podsumowujemy rok ubiegły, snujemy plany, analizujemy możliwości i obawy przed tym, co może nas spotkać.

Ja jestem optymistą. Przeszedłem w moim życiu zawodowym i biznesowym tyle różnych zmian na lepsze, na gorsze, na inne, że po 51 latach prowadzenia własnych biznesów już nieco okrzepłem.
Wiem, że może być różnie, bo nie znamy przyszłości i nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jakie niespodziewane zdarzenia nastąpią w 2013 roku. Ale najbardziej boimy się nieznanego, a każdy kolejny, pojawiający się problem jest nowy.
W 2008 roku byliśmy z żoną w Los Angeles, u naszego- już wówczas mocno „dorosłego”, bo liczącego sobie 83 lata -przyjaciela, Sidneya. Był on-niestety był, bo odszedł w ubiegłym roku- biznesmenem żydowskiego pochodzenia. Jako młody chłopiec wyemigrował z Polski w 1947 roku. Po przyjeździe do Stanów, mimo braku wykształcenia i znajomości języka angielskiego, dał sobie radę. Po jakimś czasie stał się deweloperem, budującym spore osiedla domów w Kaliforni i Newadzie, a prywatnie bardzo zamożnym i szanowanym człowiekiem. Uznałem więc, że przedsiębiorcę z takim doświadczeniem warto zapytać o zdanie, na temat rozpoczynającego się wówczas kryzysu. Sidney popatrzył na mnie, uśmiechnął się i po dłuższej chwili odrzekł: no cóż Zbyszek….jak by ci powiedzieć… to już mój piąty kryzys…
Mam takie powiedzenie: raz górka, raz dołek, bo nic nie jest nam dane raz na zawsze, a już na pewno nie w biznesie. Ale może i nam będzie dane, móc podobnie jak Sidney, podobnym stwierdzeniem podsumować kiedyś swoje biznesowe przedsięwzięcia.
Jeśli po latach prosperity przychodzą chudsze, to po nich znów wracają lepsze.



I tego właśnie Państwu życzę na rozpoczynający się 2013 rok.
Trwa ładowanie komentarzy...