Grycan - BLOG

O autorze ↓

Pierwszomajowy pochód Pingwinów

Dawne to czasy, kiedy sezon na lody zaczynał się wiosną, a kończył jesienią. Dziś lody, podobnie jak wiele innych produktów sezonowych, stały się dostępne o każdej porze roku i można je nabyć nawet w przysłowiowym kiosku z gazetami. A miało to swój urok...

Prawie do lat 90-tych przyjęte było, że lodziarnie i cukiernie produkujące lody zaczynały sezon w dniu 1 maja. Zawsze też w tym dniu przeżywały prawdziwe oblężenie.
W moich dziecięcych wspomnieniach utrwaliło się, że w tym dniu otwieraliśmy cukiernię dużo wcześniej niż zazwyczaj, bo już we wczesnych godzinach rannych, kiedy formował się pochód. We Wrocławiu trybuna ustawiana była na Placu Grunwaldzkim, w pobliżu którego działała nasza lodziarnia. Po pochodzie jego uczestnicy odwiedzali nasz lokal tłumnie, tworząc olbrzymie kolejki, a w sąsiadujących bramach zostawiali resztki chorągwi, transparentów i flag.



My w swoim małym zakładzie, oprócz lodów kulkowych, produkowaliśmy też ”Pingwiny” - pierwsze lody na patyku. Ich produkcję rozpoczynaliśmy już w lutym, a ja - jako dziecko - pomagałem, wkładając patyczki do wylewanych w foremki zastygających lodów. W zależności od pogody przygotowane Pingwiny udawało nam się sprzedać albo w dniu 1 maja, kiedy w całym Wrocławiu ludzie bawili się na ulicznych festynach i zabawach, albo jeśli pogoda nie dopisała...dopiero 22 lipca, kiedy miasto urządzało kolejne uliczne imprezy.
Pingwiny sprzedawaliśmy też na imprezach sportowych i chyba dzięki temu stałem się zapalonym kibicem zawodów żużlowych, które były moją wielką pasją w pewnym, dosyć wczesnym okresie mojego życia.

Dzięki Pingwinom zarobiłem moje pierwsze w życiu własne pieniądze. Jako dziewięciolatek założyłem moją pierwszą spółkę ze starszym o kilka lat kolegą, bo nie byłem na tyle silny, aby samodzielne nosić skrzynkę z lodami. On więc nosił skrzynkę, a ja zajmowałem się sprzedażą Pingwinów i „trzymałem kasę”. Byliśmy przez mojego ojca rozliczani na takich samych zasadach, jak pozostali sprzedawcy. Chyba nieźle nam szło, bo klienci patrzyli z podziwem, a może też z pewnym zdumieniem, na dwóch dzielnych chłopaczków z wielką skrzynką lodów i ...kupowali.

Przygotowuję ten wpis, kiedy wokół panuje piękna, ciepła i słoneczna pogoda, pogoda o jakiej marzy każdy lodziarz. Może uda mi się zachęcić kogoś z Państwa do przyjścia na lody?
Trwa ładowanie komentarzy...